Powstanie Pradawnych

Fragment Dziennika Doktora Edmunda Blake

Ten fragment dziennika został znaleziony przy jednej z dróg prowadzących do opuszczonej posiadłości na ziemiach Tethyru. Większość była silnie poniszczona i zamazana błotem oraz krwią. Czytelny fragment opisuje to co działo się z Doktorem Edmundem Blake przed wyruszeniem do Tethyru.

28 listopada 1665
Minął już ponad miesiąc odkąd Doktor Richthoffen zniknął bez śladu. To nie w jego stylu i mam bardzo złe przeczucia. Muszę przeszukać jego osobiste rzeczy w nadziei, że trafię na wskazówkę odnośnie tego co się z nim dzieje. Uważam, że przyznałby mi rację, sytuacja jest wyjątkowa i moje naruszenie jego prywatności jest w tym przypadku uzasadnione. Zdarzało mu się wyjeżdżać w dalekie podróże ale za każdym razem uprzedzał mnie o tym.

28 listopada 1665 (później)
Znalazłem osobisty dziennik Doktora. Zbyt długo zwlekałem z decyzją o wejściu do jego prywatnych kwater. Ostatnie wpisy mówią o jego nagłych planach wyjazdowych, lecz stało się coś niedobrego. Doktor wspomniał, że uprzedzi mnie zawczasu, jednak zniknął bez słowa. Pozwoliłem sobie skopiować wybrane fragmenty jego zapisków, dla późniejszej korzyści.

Wybrane fragmenty z dziennika Doktora Arrheniusa Richthoffena:

24 sierpnia 1665

Szanowny Rektor po raz kolejny odrzucił moje podanie o wyjazd do Tethyru. Wyruszyły tam dziesiątki głupców, nieuków i rozwrzeszczonych demagogów. Każdy kto nawinął się pod rękę, każdy głośny krzykacz. Nie wiem już co o tym myśleć, choć z drugiej strony nie ma we mnie gniewu, z którego znano mnie w młodości. To dobra okazja by odpocząć. Kogo ja oszukuję…
Rektor Delmore w swoich listach bez przerwy stwierdza, że moja wiedza i ekspertyza przydadzą się tutaj, w stolicy, blisko dworu. Nie do końca rozumiem to enigmatyczne sformuowanie ale zamierzam umówić się z nim na prywatne spotkanie, jutro. Nie wiem o co chodzi ale brzmi to tak jakby obawiano się, że ta malutka zaraza może dojść aż tutaj, do stolicy, do Waterdeep.

30 sierpnia 1665

Dzisiaj po rozmowie z Rektorem miałem bardzo zaskakujące spotkanie. Przybyli do mnie Jego Ekscelencja Kanclerz Donavan Hawke i Ambasador Jego Królewskiej Mości Jeremy O’Neal. Nie, nie byłem porażony ważkością osób na tym spotkaniu. Wielokrotnie widywałem się ze Świetej Pamięci Królem Wrynnem, choć były to oczywiście wizyty wiążące się z moją specjalizacją i umiejętnościami. Bardziej jednak zaniepokoiło mnie to, że poinformowali mnie o powodzie dla którego pozostaję w stolicy tak długo i dlaczego Rektor Delmore odrzucał wszystkie moje podania. Chodzi tu o zadanie, które przybyło bezposrednio od Rady Królewskiej. Przez moment czułem się zaszczycony ale zaraz potem zrozumiałem, że coś bardzo niepokojącego dzieje się w Tethyrze. Moim zadaniem było opracowanie planu zabezpieczenia Tethyru, czyli kwarantanny. Byłem coraz bardziej zaskoczony, gdyż słyszałęm, że zaraza pojawiłą się jedynie na wybrzeżu w jakichś małych wioskach, które bardzo łatwo było odciąć. Otrzymałem jednak od Kanclerza i Ambasadora stosowne dane przygotowane przez moich kolegów, którzy wyruszyli na miejsce. Czym prędzej zajmę się ich analizą a potem sprawdzimy czy głupcy, nieucy i rozwrzeszczeni demagodzy nauczyli się czegokolwiek ze swoich wykładów.

21 października 1665

Przyznam, że była to najbardziej ekscytująca a zarazem najbardziej martwiąca praca jaką wykonywałem w swojej karierze. Zaniedbałem wykłady, obronę pracy jednego ze studentów a nawet lekcje z moim uczniem Edmundem. Raporty które otrzymałem od Kanclerza i Ambasadora są wielce martwiące. Moi koledzy spisali setki stron tekstu, lecz kompletnie nic z nich nie wywnioskowali. Zaraza wybuchła w sześciu oddalonych od siebie o równo 51 kilometrów miejscach. Dodatkowo każde z tych miejsc różniło się klimatem, podłożem, glebą, wilgotnością i gęstością zaludnienia. Zaraza wybuchła w małych wioskach jak i dużych miastach. Dodatkowo objawy był różne w zależności od bliskości morza, pól, lasów. To wielce niepokojące. Powiedziałbym wręcz że jest to nienaturalne. Jutro z samego rana wyruszam pod glejtem królewskim do obozu Majora Goldenplatza, oficera odpowiedzialnego za kordon, który do tej pory chronił granicę Tethyru. W ostatnim raporcie jaki otrzymałem pojawiła się wzmianka o powstaniu chłopskim. To jedynie skomplikuje sprawę, tymbardziej, że Kanclerz poinformował mnie dziś, że kontakt z obozem tworzonym przez moich kolegów został zerwany. Tutaj plan kwarantanny na nic się nie zda. Muszę czym prędzej poinformować mojego ucznia i brata Mendozę. Wydaje mi się, że mój dom nie jest już bezpieczny…

Na tym zdaniu szanowny Doktor zakończył wpis. Wydaje się urwany wpół mysli. Zupełnie jakby po prostu przestał pisać i wstał od biurka.
Pozwoliłem sobie również skopiować mapę z zaznaczonym celem podróży mojego nauczyciela.
Pytania mnożą się w nieskończoność. Dlaczego zniknął bez słowa? Czy coś mu się stało? Czy potrzebuje mojej pomocy? Kim jest brat Mendoza? Dlaczego Doktor nie czuł się bezpiecznie w swoim domu, w centrum stolicy Przymierza? Nie wybaczyłbym sobie, gdyby przez moją nieświadomą opieszałość w działaniu stała mu się krzywda. Być może jest już za późno? Nie, muszę przestać tak myśleć. Liczą się fakty, nie domysły. Pora działać. Jeszcze dziś skontaktuje się z Vincentem i poproszę go o miejsce na statek do Tethyru.

29 listopada 1665
Przypomniała mi się rozmowa z moim bratem Vincentem. Wspominał coś o dziwnym glejcie wysłanym w stronę, w którą udać się miał Doktor. Dokument ten sygnowany był nazwiskiem samego Kanclerza i był przeznaczony dla Majora Goldenplatza. Co ciekawe w dokumencie wspomniane było, że glejt ma być przekazany przez Majora grupie najemników z Amn.
Statek już niedługo odpływa, mam kilka dni na zamknięcie kilku spraw w Waterdeep i ruszam w drogę.

Comments

jacekfiuk

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.